Gdzie szukać przygody, jak nie na Czarnym Lądzie? Gdzie realizować marzenia z dzieciństwa o egzotycznych podróżach? Budzić w sobie pierwotne instynkty i konfrontować się z wyzwaniami? Kilimandżaro, wielka góra otoczona sawanną, wydaje się do takich celów idealne.

kilimandżaro
kilimandżaro

Kilimandżaro to nazwa, której brzmienie od razu uruchamia wyobraźnię. Kwintesencja egzotyki, ogromny masyw wyrastający z zielonego morza sawanny. Dla Anny Skury jest to spełnienie marzeń, dla Marka Warmuza – kolejna podróż w nieznane miejsce na kontynencie, który go fascynuje. Góra pozornie łagodna i niewymagająca alpinistycznych kwalifikacji, w rzeczywistości jest wyzwaniem choćby ze względu na wysokość. To w końcu 5895 m n.p.m. No i wymaga logistyki – miejscowe władze ściśle bowiem kontrolują turystyczny ruch na Kilimandżaro. Stąd dwóch przewodników i sześciu tragarzy z niewiarygodną wręcz kondycją. Anna i Marek wybierają Machame Route, uważaną za najtrudniejszą, ale też najbardziej malowniczą drogę na szczyt. Przed nimi 62 km marszu w poziomie i kilka w pionie, w zmiennych warunkach klimatycznych.

Najważniejsza jest woda – tę każda ekipa musi taszczyć sama. Początkowo idą przez zielony tropikalny las. Szlak nie jest tu jeszcze stromy, ale do pierwszego kampu, po 11 km, nasza dwójka dociera „na resztkach paliwa”. Wpis do „księgi gości” – rejestracja potencjalnych zdobywców Dachu Afryki jest obowiązkowa. Dużo jeść, pić, możliwie długo spać, żeby się zregenerować – oto wytyczne na pierwsze dni podejścia, jakie sformułował Gregory, jeden z przewodników. Drugiego dnia do pokonania jest 5 km w terenie i blisko kilometr różnicy wysokości. Nie należy pędzić – bardzo ważna jest aklimatyzacja, bo u kresu dnia będzie już 3850 m n.p.m. Na szczęście tragarze niosą większość ekwipunku. Kamp nr 2 rozlokowany jest wśród chmur. Widoki z tego poziomu zapierają dech. Z otwartego namiotu widoczny jest upragniony wierzchołek.

Wyprawa mija kolejne piętra górskiej roślinności – od deszczowego lasu, przez wrzosowiska, ekosystem półpustynny aż po skalno-lodową pustynię na ostatnich szczytowych partiach. Pobudka każdego ranka o 5.30. Choroba wysokościowa powoli daje o sobie znać. Tlenu jest coraz mniej. Na szczycie będzie połowa tego, co na poziomie morza. To dlatego nie wolno się spieszyć, trzeba przygotować organizm. Twarze puchną, głowy zdają się być ściskane przez żelazne obręcze. Najbardziej niebezpieczne na tej górze nie są bowiem stromizny i urwiska, ale fizjologia. Apetyt, na początku marszu wilczy, teraz znika. Dojmującego bólu głowy nic nie uśmierza. Zaczynają się problemy z oddychaniem.

Ostatni kamp: zmęczenie jest już koszmarne. Każdy ruch ręką czy nogą wymaga wielkiej siły woli. Sen jest największym pragnieniem. Zawrócić, tak jak wielu atakujących górę, czy próbować wykrzesać z siebie rezerwy? Marek, z potwornie poobcieranymi nogami, zostaje. Anna o północy rusza w ciemność. Po sześciu godzinach, na wierzchołku, jestjuż jasno. Ma Afrykę u swoich stóp. Siła marzeń jest naprawdę wielka.

Facebook Comments
Załaduj więcej podobnych artykułów
Załaduj więcej Redaktor
Załaduj więcej Afryka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Sprawdź też

Walory turystyczne Wieliczki

Jakie miejsca warto odwiedzić w Wieliczce? 1. Kopalnia soli w Wieliczce Warto wiedzieć, iż…